Camino de Santiago – wędrowanie część 3

Camino de Santiago
– wędrowanie część 3

Ja o tym wiedziałam, że Camino będzie boleć. Jechałam zresztą z bolącą piętą (wdała się wtedy ostroga). Strach był i poczucie, że chyba zwariowałam, mnie często ogarniało. Jednak duma własna plus bliskość realizacji marzenia, które od dawna siedziało we mnie przeważyły. Czasem to tylko własna duma jest motywacją do przejścia kilometra, mimo bolącej jak diabli nogi. 

Moja mama miała dodatkową motywację: nie wypaść sroce spod ogona i wrócić do mego papcia z certyfikatem przejścia Camino. 

No jak to, my nie przejdziemy a tylu ludzi już przeszło? Nie ma takiej opcji – trzeba iść. 

Camino pozwoliło nam doświadczyć różnego rodzaju noclegów w albergach kościelnych, albergach prywatnych, albergach municypalnych (czyli miejskich), hostelach, hotelach. Jeżeli chodzi o hostele to rezerwowałyśmy z jednodniowym wyprzedzeniem. Muszę dodać, iż
w Hiszpanii posługiwałam się tylko hiszpańskim, język angielski mi ulatywał z głowy automatycznie. Automatycznie włączał mi się hiszpański. I od razu pisałam w mailach, że nie słyszę i że będę wdzięczna za pomoc. Nikt mi nie odmówił pomocy. I słyszałam, że to super że znam hiszpański, bo w ten sposób łatwiej. 

Albergi są bardzo różne. Trzeba pamiętać, że wiele albergów jest wyłącznie dla pielgrzymów mających paszport pielgrzyma. Zwykli turyści tam nie nocują. Albergue przy katedrze w Tui było typowym albergiem kościelnym z łazienkami z wielkimi prysznicami wspólnymi, wielkimi salami (dormitoriami) z łóżkami piętrowymi. Kosztowało tylko 6 euro. 

Albergue prywatne bywały różne – np w Redondeli albergue było bardzo fajnie wyposażone
i przypominające trochę kajuty na statku, kosztowało więcej czyli 12 euro. 

Fantastyczny hotel/schronisko – niedrogi, bo 17 euro – znajdował się jeszcze w Portugalii
w Villa Nova de Cerveira. Trochę byłyśmy zaskoczone standardem, bo on jest wymieniany
w przewodnikach jako schronisko młodzieżowe dla pielgrzymów. Standard jak w hotelach 4 gwiazdkowych :).

W Caldas de Reyes trafiłyśmy na hotel – cenowo najdroższy z naszych wydatków, ale co tam. W końcu raz się żyje. I tam właśnie przeżyłam jedne z największych zaskoczeń – pani
na recepcji migała po hiszpańsku. Coś tam próbowałyśmy ze sobą rozmawiać a właściwie migać. 

Camino pokazało jedną rzecz, która osobom głuchym raczej nie przeszkadza. Ja spałam jak suseł w albergach, w dormitoriach, jednak sen był nie aż taki głęboki, bo saszetka z kasą była na cycku. Mi nie przeszkadzał hałas z sal jadalnych itp. Natomiast moja mama ze swoim idealnym ostrym słuchem przeżywała męki. Jej było trudno zasnąć i bardzo łatwo się wybudzała. Dlatego uległam jej prośbom i pod koniec podróży rezerwowałam dla niej pokoje 2 osobowe w hostelach o lepszym standardzie. Gdybym była sama podczas Camino,
to spałabym gdzie się dało, tak jak spałam ileś lat temu w Lizbonie na budowie na kamiennych blokach w formie takiego osłoniętego rogu, na karimacie. Tyłek był obolały, ale byłam bardzo szczęśliwa. 

I to właśnie była różnica między mym światem a światem mamy. Ale rozumiałam mamę,
bo ostry słuch przeszkadza jednak mocno. Mama nie narzekała tak bardzo, cieszyła się,  że doświadczyła różnorodnych noclegów i zobaczyła jak to jest na Camino.

Mama później się przyznała, że beze mnie by na Camino nie poszła, że bardzo się cieszy,
że mogła czegoś takiego doświadczyć. 

I jakieś dwa miesiące temu usłyszałam, że może byśmy poszły na takie Camino, ale własne gdzieś w Toskanii. No i trzeba wziąć mapę i planować, bo rodzicielka stwierdziła, że życie ma się jedno i ona już nie ma czasu.

(Te dygresje w trakcie pisania wspomnień z Camino są celowe)

cdn.

(wszystkie fotografie są mego autorstwa)