No chyba czas tutaj na pewną retrospekcję

Ostatnio faktycznie gdzieniegdzie słyszę w rozmowach z ludźmi tzw. rozżalenie do TWA (towarzystw wzajemnej adoracji) w środowisku głuchych i podziałów w środowisku. No i cegiełkę dołożył wpis Anety (tu link: adfalkiewicz.com/ciag-dalszy-gluchy-tez-potrafi-byc-wredny-i-chamski/)

Otóż dołożę trochę własnej historii z wejścia do środowiska głuchych i bycia w nim przez 24 lata.

Miałam 18 lat kiedy poszłam pierwszy raz do Oddziału Łódzkiego Polskiego Związku Głuchych.

Nie znałam wcześniej głuchych. Pamiętam jedynie wyjątkowe kolonie z dziećmi głuchymi – byłam mała, bardzo szybko się uczyłam migowego i bardzo szybko wchodziłam w interakcje z dziećmi głuchymi. Nie mogę mieć za złe mojej mamie, że się wystraszyła, że nie nauczę się dobrze mówić. Od tamtych półkolonii do 18 roku życia nie znałam głuchych.

Był to rok 1994. Weszłam do Oddziału PZG i poznałam bardzo ważną osobę, dzięki której weszłam do środowiska artystów głuchych – Marka Laseckiego (wyjątkowo muszę tu wspomnieć jego nazwisko). On mnie namówił na wyjazdy na plenery artystyczne i udzielanie się w tym gronie. Jest osobą, która jest do dziś dla mnie kimś bardzo ważnym m.in. ze względu na naszą wspólną historię artystów głuchych z ostatnich dwóch dekad. I wzajemny szacunek do odmiennego myślenia i wychowania. Tak, szacunek. Marek się nie wystraszył mojego braku znajomości migowego, nie powiedział: jesteś ble, bo nie migasz.

Byłam zagubioną osiemnastolatką, która nie znała migowego, była świetnie wyrehabilitowana pod względem mowy i czytania z ust, znającą świetnie język polski.

I pojechałam pierwszy raz na plener. Plener odbywał się w Łodzi. A ja totalnie nie znająca migowego, środowiska, mentalności, kultury, weszłam w środowisko i od tamtego czasu jestem w nim, jestem częścią jego historii. Nie umiałam migać, ale obserwowałam i próbowałam się uczyć migać, znaków alfabetu, podstawowych znaków migowych. Nikt mnie nie odrzucił. Wszyscy próbowali się ze mną komunikować. Nikt nie mówił: nie znasz migowego, to po co tu jesteś?

Co rok jeździłam na dwa plenery minimum w wakacje. Wszędzie jeździliśmy: Kraków, Mazury, Poznań, Przemyśl, Ukraina, Jelenia Góra, Bieszczady, Gdańsk, Warszawa itp. I nie spotkałam się nigdy z odrzuceniem przez osoby głuche migające. A wiecie dlaczego? Bo ja miałam szacunek do tych osób, ceniłam ich za malarstwo, za chęć komunikacji, za uśmiech itp. Wiem doskonale, że wiele osób słabosłyszących znających świetnie polski potrafi traktować osoby głuche lekceważąco. Ja jestem inna, bo jestem nauczona przez moją mamę szacunku do drugiej osoby. Obracałam się w różnych środowiskach (także w tzw. środowisku trudnym i określanym jako margines – bałucka Limanka i Teofilów) i jedno się nigdy nie zmieniało – mój szacunek do ludzi. Mama mnie tak wychowała.

Mnie nie interesował poziom migania, mnie nie interesowały określenia małe G i duże G. Interesował mnie człowiek. Pamiętam pewnego uczestnika z Olsztyna – facet czysty Głuchy, migający, mało mówiący. Ja go bardzo lubiłam za jego uśmiech, brak uprzedzeń itp. Nigdy nie zapomnę tego, jak siedział ze mną, pokazywał mi znaki migowe i próbował specjalnie dla mnie pomóc z mówieniem. Uczył mnie w ten sposób. A w ten sposób uczyłam intuicyjnie mimiki, przestrzeni i obserwowałam w ten sposób głuchych. Próbowałam zrozumieć ich miganie i uczyłam się odbioru tego języka. Poszłam na 3 miesiące kursu systemu języka miganego, ale nie kontynuowałam potem edukacji, bo czułam instynktownie, że system języka miganego to coś sztucznego i że to nie jest sposób na zrozumienie i komunikację ze środowiskiem.

Mijały lata, poznawałam mnóstwo ludzi ze środowiska głuchych w całej Polsce – plenery odbywały się w całej Polsce. Były one organizowane przez różne Oddziały Polskiego Związku Głuchych w Polsce. Bardzo dużo ludzi obserwowałam i faktycznie u wielu osób słabosłyszących wyczuwało się brak szacunku do osób głuchych migających. Ale wtedy nie było mowy o żadnych TWA, podziałach środowiskowych tak wyraźnych jak teraz. One zawsze były, ale nie aż takie jak teraz.

Być może środowisko artystów głuchych jest odmienne, bardziej otwarte. Bez względu na różnicę wiekową i pokoleniową.

Tamte czasy nie były czasami małych G czy dużych G. W wielu przypadkach naprawdę ważny był człowiek. i uśmiech – szczery! Owszem były standardowe pytania o stopień głuchoty, edukację, o to skąd jesteś itp. ale w sumie najważniejsza była komunikacja i chęć zabawy. No i malarstwo, wymiana doświadczeń malarskich, nauka wzajemna. Znajomi słyszący ze studiów i potem z pracy mi zazdrościli, że mam takie wyjazdy. Zazdrościli mi wspólnoty i poczucia przynależności.

Tak, przynależności do środowiska artystycznego głuchych.

Poznałam w trakcie plenerów sporo osób, które dziś mieszkają w Warszawie i można je określić jako swego rodzaju elitę warszawską, która razem ze mną brała udział m.in. w dyskusjach na deaf.pl (o tym napiszę w kolejnej notce).

Plenery trwały do około roku 2009. Pewna epoka się skończyła. Tak, tęsknię za tą epoką, bo nie było tego, co teraz jest. Na pewno nie było takie ostre jak teraz.

Wtedy liczyła się raczej osobowość. Odmienne myślenie i mentalność raczej były zachętą do poznawania ludzi. Wzajemne malarskie inspiracje. Jak wszędzie tworzyły się grupki przyjacielskie, grupki zwariowane, które ze sobą spędzały czas. Tam się tworzyły przyjaźnie, miłości, romanse itp. Miałam cudowny czas z ludźmi, którzy byli w tamtym czasie moimi przyjaciółmi. Z różnych powodów prywatnych nimi dziś nie są. Ale zawsze będę miała do nich sentyment i wspaniałe wspomnienia z tamtych czasów. Te przyjaźnie pozwoliły mi poznać ludzi. Nie klasyfikować na małe g i duże G. Komunikacja zawsze była. I drugą osobą głuchą, dzięki której zaczęłam lepiej migać, był Marek Śmietana (też tu wyjątkowo wspomnę nazwisko), którego rozwój dzisiejszy z przyjemnością obserwuję i jednocześnie gratuluję tych ostatnich lat. Różniliśmy się stylami życia, mentalnością, ale komunikacja była i brak uprzedzeń. Nie było wtedy jeszcze mowy o G i g. Marek też się nie wystraszył mojego kulawego migowego, nie powiedział: ble.
A po plenerach był deaf.pl i GAG czyli Grupa Artystów Głuchych.

Deaf.pl był zarzewiem rewolucji myślenia w Polsce w środowisku. Muszę przyznać, że miałam wyjątkową okazję być w środku tej zmiany myślenia. I być świadkiem DEAF POWER, świadkiem rodzącego się poczucia dumy bycia Głuchym, bycia świadkiem emocji pierwszych konferencji Głusi mają głos.

I dziś mi smutno. Ale cd nastąpi w kolejnych notkach