Urlop w Jordanii – ostatnie wspominki jedzeniowe

Urlop w Jordanii – ostatnie wspominki jedzeniowe

Detoks od netu przydał się na pustyni Wadi Rum. Polecam każdemu. Wystarczył mi czytnik e-booków.

Wadi Rum jest pełne piasku (eureka 😊) ale piasku w wielu kolorach. Nie chciało mi się stamtąd za bardzo wracać, bo cisza, herbata, pyszne jedzenie kusiły 😊 no ale urlopu się nie ma za dużo.
Jedzenie w Jordanii jest czymś, za czym do dziś tęsknię. Chlebki jordańskie – cienkie pity podawane do każdego posiłku. Uwielbiałam to jeść. Herbata i kawa jordańska – smak nie do zapomnienia. Pamiętam starszego pana na zamku w Al-Karak, który z uśmiechem pieczołowicie parzył kawę i z wielką aprobatą zrobił mi kawę bardzo słodką – okazało się, że faktycznie słodka kawa jest w smaku najbardziej wyrazista i dodaje mocno energii. Piłam niesamowitą herbatę w noclegu w rezerwacie Dana – nie wiem z czym to było, ale było boskie. I starszy pan widział, że jestem zachwycona herbatą i specjalnie dla mnie nalewał do szklanki raz po raz. No i herbata na pustyni w Wadi Rum.

Wszelkie „gulasze” warzywno-fasolowe – do takiej kuchni jestem przyzwyczajona w domu i mój żołądek kochał jeść w Jordanii. Pamiętam także lokalną zapiekarnię, falafelownię czy jakoś tak w Madabie. Mieli fantastyczne kanapki – sałatka z falafelami w chlebku pita. Za pół dinara. A smak nie do opisania. Zdążyłam kupić te kanapki przed odjazdem na lotnisko i 1 taka kanapka bez problemu zaspokoiła głód.

Pamiętam także wizytę w takiej lokalnej knajpce w Madabie w bocznej uliczce, gdzie właściciel szykował dla nas cały stół, nie dał nam gorszego stołu, tylko postawił najlepszy. Zamówiliśmy świetne mięsko grillowane z warzywami i cebulą. A jego pracownik poleciał po piwo, bo akurat zabrakło, więc mieliśmy ubaw jak chłopak leciał po napoje. Oczywiście była to 1 porcja na 2 osoby, bo zapomniałam napisać, że w Jordanii porcje talerzowe są przeogromne. Raz się nacięlismy na takich porcjach w Madabie – poszliśmy do takiego lokalnego fastfoodu i zamówiliśmy dwie różne porcje talerzowe – obsługa patrzyła na nas jak na szalonych turystów, nie znała angielskiego, ale się dało. I zrozumieliśmy dlaczego patrzyli na nas z wytrzeszczonymi oczami. Porcje były PRZEOGROMNE. Ja osłabłam natychmiast heh. Ale przepyszne.

Jedzeniowo było warto naprawdę. Jordańczycy dużo jedzą i sami zachęcają do próbowania, jedzenia. Wszechobecna jest kultura kawy i herbaty. Przez długi czas po powrocie do domu jadłam domowy chleb jordański – tęsknie za nim. Jest lekki i idealnie zaspokaja głód.

Poniżej wstawiam z jednego bloga internetowego opis jedzenia na pustyni.

Jedzenie w Jordanii to także kuchnia Beduinów. Jeżeli przyjdzie Wam spożywać kolację w jednym z beduińskich obozów w Wadi Rum, istnieje duża szansa, że zjecie zarb.

Zarb to pieczone kawałki mięsa (najczęściej kurczaka, rzadziej baraniny lub koziny), ziemniaków i warzyw (głównie marchewek). Wyjątkowy jest tu sposób przyrządzania. Zarb piecze się w wykopanym w ziemi dole, na którego dnie rozpala się ogień. Gdy płomienie ustaną i utworzy się żar, do dołu wkłada się coś w rodzaju grilla z kilkoma półeczkami wypełnionymi składnikami. Na górę następnie nakłada się pokrywę, przykrywa ją kocem i zasypuje warstwą piasku.

Po około 1,5-3 godzinach (w zależności od użytego mięsa) całość wyjmuje się na powierzchnię i serwuje wraz z ryżem. (www.globfoterka.pl/co-zjesc-w-jordanii-kuchnia-jordanska)

Nie byłabym sobą, gdybym nie przeżyła przygody 😊.

Otóż na lotnisku w Ammanie przy odlocie panowie na odprawie poprosili mnie żebym odeszła na bok bo chcą sprawdzić rzeczy. Ja się zdziwiłam, bo nie wiedziałam o co chodzi. Okazało się, że mój plecak wojskowy wzbudził wielkie zainteresowanie i nawet podejrzewali, że mogę pracować w armii w special forces. No nie. A ja zaczęłam się śmiać: nie dość, ze ślepa, głucha i kulawa to jeszcze potencjalna pracownica special forces. No ale po 20 minutach sprawdzania w komputerach puścili mnie.

Ale musiałam na odprawie zostawić kłódkę w kształcie sowy – klęłam, patrzyłam błagalnie na celnika, który notabene przypominał Cristiano Ronaldo (dało się na pana celnika patrzeć z przyjemnością). Pan celnik mnie przepraszał, ze takie przepisy. Nie wiem od czego to zależało, bo kłódka w kształcie rybki przeszła przez odprawę. Może dlatego, że byłam kobietą😊

Potem lot na Pafos, pieszo ok 8 km do miejsca noclegu i raniutko odlot do Krakowa.

A teraz widzę, że uruchomienie bezpośrednich lotów do Ammanu spowodowało wielkie zainteresowanie ze strony Polaków i coraz więcej ludzi tam jeździ.