O odcieniach miłości

***

Nie chwytałam mojej miłości

Jak ptaka w ręce

Nie trzepotała rozgłośnie

W moich palcach

Jak oswojona kawkę

Głaskałam po czarnych piórkach

Niedbale

Jak oswojonej kawce

Podsuwałam ziarenka pieszczoty

Tyle żeby ćwierkała

Żeby skakała

Lecz nie tyle

By w radosnym odruchu

frunęła w słońce.

Agnieszka Kołodziejczak, Kobieco-historie, olej na płótnie, 2014

To wiersz Haliny Poświatowskiej. Jak byłam nastolatką w wieku licealnym zaczytywałam się w jej poezji. Poświatowska pisze głównie o tej miłości nacechowanej pożądaniem i seksualnością i daniu jej swobody, by mogła ona trwać a nie znikać gdzieś w przestrzeni. Dziś z perspektywy czasu i doświadczeń sama widzę, że istnieją najprzeróżniejsze rodzaje i odcienie miłości do kogoś i siebie samego. Nie tylko ta seksualna odmiana. Zresztą trudno określić co to jest dokładnie ta wymarzona i oczekiwana miłość. Czy to te motyle brzuszne, czy po prostu spokój bycia razem.. nawet ze sobą samym?

Obecnie najbardziej pożądana i uwielbiana jest miłość własna. Ileż to trenerów motywacyjnych ciągle mówi o pokochaniu siebie, o „miłości” do samego siebie. Zwiększa to pewność siebie, zmienia mowę ciała na zewnątrz, zwiększa szanse na sukces (pewność siebie wpływa na odbiór nas w oczach innych).

bla bla bla bla

Agnieszka Kołodziejczak, Female stories, collage papier, 2011

Sporo racji w tym jest, ale powstaje zarazem pytanie: czemu się zapomina o zwyczajnej ludzkiej empatii na otoczenie? To też rodzaj tzw. uczucia do bliźniego w sensie chrześcijańskim (co prawda jestem ateistką, ale to ujęcie mi się całkiem podoba, bo bliskie moim zasadom etycznym i moralnym).

Jest mnóstwo poradników o tym jak pokochać siebie itp., zaplanować swoją osobowość itp. W zalewie tego wszystkiego empatia gdzieś zaginęła. Żal ściska tyłek, jak widzę brak myślenia empatycznego wśród niektórych znajomych. Można też to tłumaczyć obawą przed nadmiernym wykorzystywaniem przez innych ludzi ( da się palec a wezmą rękę)  – tak też się zdarza. I rozumiem bo trzeba nieraz być asertywnym. Ale….

Czy naprawdę tzw. miłość własna musi się wiązać z brakiem empatii?