Odwaga w ścieraniu gumką i nie tylko

Niszczenie swoich prac to nieodzowny proces tworzenia. Zdarza się, że przerabiam stare prace, drę stare papierowe prace i ich kawałki stają elementami nowych prac. W tamtym momencie nie mieściło mi się to w głowie. I rozumiem nieraz zadawane mi pytanie z przerażeniem: przemalować??. Tak, przemalować. Im dłużej praca jest malowana bez emocji lub bez wewnętrznego duchowego przekonania, tym staje się coraz bardziej czymś kompletnie nieudanym i nie mającym wiele wspólnego z osobowością osoby, która tą pracę namalowała. www.meok.pl/blog/2017/08/31/niszcze-wiec-tworze
Podczas korekty prac malarskich plener, Cisna 2009, fot. Agnieszka Kołodziejczak

Dla osoby, która się uczy zasad plastycznych zwykłe wytarcie gumką nieudanego fragmentu pracy staje się sporym problemem. Brak odwagi i doświadczenia się tutaj odzywa. Ale i też tzw. górnolotne przekonanie o własnym „plastycznym geniuszu” może stać się przeszkodą.

Przytoczę w związku z tym takie jedno moje wspomnienie z pleneru w Cisnej w roku 2009. Byłam wtedy instruktorem plastycznym na tym plenerze. Jeden z uczestników był początkujący w działaniach artystycznych. Temat pleneru też był nietypowy ale i trudny: Co się kryje w środku jabłka?

Takie tematy są zwodnicze czasem, bo czasem wydaje się uczestnikom, że można iść na łatwiznę techniczną. Zwłaszcza w przypadku osób początkujących, które na początku powinny poznać tajniki warsztatu artystycznego a dopiero potem eksperymentować. No i uczestnik stwierdził, że przekroi jabłko i zrobi za pomocą jabłka formę stempli na płótnie. I cały dumny przynosi mi dwa obrazy na korektę na świeżym powietrzu. Warto w tym momencie dodać, że zrobienie dwóch obrazów było wymogiem realizacji pleneru. No i uczestnik się srodze rozczarował. Moja reakcja była nietypowa i spowodowała gromki chichot wśród pozostałych uczestników, którzy już mnie znali. Otóż zmrużyłam oczy i z irytacją powiedziałam: a co to jest? Przemalować i robimy od nowa!

Jedna z imprez plenerowych w Cisnej mat. własne

I ukręciłam bat na siebie bo musiałam tego uczestnika pilnować, osobiście siedzieć z nim i uczyć go malować 😊 akurat to bardzo lubię, ale niestety charakterologicznie ten uczestnik był delikatnie mówiąc nie do zniesienia. Wszystko robił byleby nie malować. Malowanie było przerwą w przerwie.

A konsternacja uczestnika była ogromna, bo on właśnie myślał, że stworzył arcydzieła. I nie umiał wytrzeć nieudanego obrazu. Więc mu pokazałam jak to się robi. Żal z powodu zniszczonego „arcydzieła” był przeogromny.

Ja zawsze pamiętam naukę wielkich mistrzów: trzeba mieć opanowany warsztat by móc eksperymentować z wieloma aspektami twórczymi. Czasem trzeba nieudaną pracę zniszczyć, przemalować i zacząć od nowa.

Zresztą tak samo jest w życiu.