Takie refleksje

Ostatnie dni obfitowały w mnogość relacji z akcji ratunkowej na Nanga Parbat.

Nanga Parbat z lotu ptaka, mat. internetowe, Taternik

Francuzka Elisabeth Revol została uratowana a Tomasz Mackiewicz został pod szczytem na zawsze. Pod szczytem, który próbował zdobyć 7 razy. Jeśli Francuzka udowodni, że faktycznie oboje zdobyli szczyt Nanga Parbat zimą, byłoby to drugie wejście w historii zimowe na ten ośmiotysięcznik.

Jak zawsze przy takich medialnych wydarzeniach przez Internet przewaliła się obok słów podziwu także fala hejtu. Hejt to dziś modne słowo, nawet powstały dwie książki o hejcie: Hejtoholik i Psychologia hejtu. Hejtują dziś prawie wszyscy. Poprzez to jest często wyrażana frustracja niekoniecznie w kulturalny sposób. Oczywiście hejtem nie jest wyrażenie w sposób wyważony i kulturalny swojej opinii i zdania przeciwnego do zdania wiekszości. I okazuje się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja siedząc w wygodnym ciepłym pociągu nie mam zielonego pojęcia jak to jest wytrzymać w -60 stopni mrozu pod szczytem, doznawać objawów ślepoty śnieżnej, odmrożenia palców, halucynacji wysokogórskich. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić psychiki himalaisty czy wspinacza w takich momentach. Brakuje mi empirii, czyli osobistego doświadczenia bycia himalaistą. Nawet nie jestem w stanie porównywać różnych sytuacji życiowych, bo zwyczajnie nie znam wszystkiego. Nie wypowiadam się także w kwestii etyki i słuszności działań Mackiewicza.

Nanga Parbat w swojej okazałości, mat. internetowe

Ja na pewno nie będę pasjonatem gór. Fascynuje mnie tylko to jak można przesunąć granice wytrzymałości i wyrobić silną psychikę. Mackiewicz wspinał się 7 razy na Nangę. Co go skłaniało do tego, żeby cały czas atakować Nangę? Raz po raz się wspinać na jego własny Everest. I być go zdobyć za 7 razem. Przekraczać granicę własnych limitów psychofizycznych. Odrębną kwestią jest mówienie o egoizmie himalaistów i poddawaniu w wątpliwość sensowności samego himalaizmu czy alpinizmu.

Jest to w pewnym sensie podobna sytuacja w przypadku wszelakich akcji performance czy happeningów z obszaru body artu. Czy jest to sensowne? Też egoistyczne? A może tu wcale nie chodzi o sens tego. Może to wcale nie musi być sensowne i logiczne. Może to zwyczajne wyzwalanie się z okowów poprawności zachowań. Być może dochodzi do głosu ta ciemna strona natury ludzkiej, o której pisał Nietzsche. Poprzez zadawanie swojemu ciału najważniejszego w tych ekstremalnych (ekstremalnych dla zwykłego człowieka, który codziennie chodzi do pracy, ma rodzinę i od czasu do czasu wyjedzie na spokojny urlop) działaniach zadania do wykonania: potrafisz przetrwać?