Druga debata tym razem o kulturze wyglądała inaczej

Zdjęcie z debaty fot. Agnieszka Kołodziejczak

Słowo kultura zawsze wzbudzało emocje. No cóż raczej z nasza kulturą jest nieco biednie. Bez porównania do kultur romańskich czyli Francji, Hiszpanii, Portugalii. Także wielu innych krajów europejskich, które bardzo szanują kulturę i potrafią włączyć ją w działania codzienne.

No i problem dostępności do kultury osób głuchych istniał zawsze. W ostatnich latach się bardzo dużo zadziało w tym obszarze dzięki między innymi działaniom Grupy Artystów Głuchych, która zaczęła być widoczna w świecie kultury i sztuki i zainspirowała działania Zachęty i rozwój projektu Encyklopedia Sztuki w Polskim Języku Migowym.

Jak wiadomo, społeczność głuchych jest zaliczana do szerszej społeczności osób niepełnosprawnych ( nie ma tutaj znaczenia fakt, że Głusi nie uważają siebie za niepełnosprawnych). Z przynależnością wiąże się sprawa wdrażania Konwencji Praw Osób Niepełnosprawnych. Tym razem rekomendacje dotyczyły dostępności kultury dla osób niepełnosprawnych. Sama debata wyglądała inaczej w porównaniu do poprzedniej.

Debata, fot. Agnieszka Kołodziejczak

W 5 grupach omawianych było 5 rekomendacji. Każda grupa dyskutowała nad 1 rekomendacją przez dwie godziny. Akurat się złożyło, że była trójka osób głuchych i byliśmy wszyscy razem w 1 grupie, która debatowała nad pojęciem mniejszości kulturowej. I jakże miłe zaskoczenie: była dwójka tłumaczy. Na nas trójkę. Nasz stolik był na końcu, ale dlatego, że szum z innych stolików by zagłuszał słyszalność tłumaczom i utrudnił sprawne tłumaczenie całości spotkania. Co prawda chciałam być w grupie omawiającej modyfikacje zasad funkcjonowania instytucji kultury w sposób obligujący te podmioty do uwzględniania praw osób z niepełnosprawnościami i stosowania w tym celu odpowiednich środków. Ale rozumiem organizatorów, bo w końcu utrudniłoby to pracę tłumaczom. Jednak mimo tego, że jestem osoba w sumie słabosłyszącą (w odbiorze przez ludzi głuchych) i pracuję w środowisku słyszącym czytajac z ust to jednak bardzo się cieszę, że rozumiem język migowy. Nawet czasami mówię w mej pracy, że fajnie by było pomigać. Na tej debacie praca tłumacza była kluczowa, bez tłumaczenia nie bylibyśmy w stanie ogarnąć całości spotkania.

fragment zapisków debaty, fot. Agnieszka Kołodziejczak

W całości było to sprawnie przeprowadzone i ma sens debata tylko nad kilkoma rekomendacjami w 1 dzień. Pokazało to, że jednak dostępność kultury budzi gorące emocje. Taka ciekawostka: stereotypowo myśli się, że dla osoby niewidomej wystarczy audiobook. Jednak okazuje się, że istnieje potrzeba książek w alfabecie Braille’a. Dzięki temu niewidomi wiedzą jaki jest zapis danego słowa. Polski jest językiem szeleszczącym i sprawia problemy przy przełożeniu go na pismo uwzględniając problemy z ortografią.

No i problem definicji mniejszości, ale o tym będzie w jednej z kolejnych notek.