Samoniszczące ruchome maszyny

Maszyna to znak czasów. Jean Tinguely trafnie przewidział w swych asemblażach naturę maszyny. Maszyna jest nietrwała, zdezaktualizowana. W latach 60-tych i 70-tych nie było jeszcze takiego rozwoju technologii jak dzisiaj.

„Bo też maszyna – jej charakterystyczny klekot czy szum, właściwy jej system sterowania, jej podatność na zużycie czy bezwarunkowa dezaktualizacja  z racji powstania jeszcze nowocześniejszych – była dla artysty nieustannym motywem działania. Jednocześnie własna wykonywana ustawicznie maszyna Tinguely’ego była przedmiotem drastycznej ironii, stawała się komentarzem do nowoczesności, do przerostu kultu wydajności”. I faktycznie tak jest.

Jean Tinguely, Homage to New York, 1960, mat. internetowe

Marcel Duchamp pyta i odpowiada zarazem: „w jaki sposób Tinguely próbował zniszczyć sztukę, zanim będzie za późno? Przez rozsadzenie dzieła od wewnątrz niespójną strukturą, wprowadzenie ruchu, dźwięku i zapachu (dymu ze specjalnych pojemników), które nie są ruchem, dźwiękiem, czy zapachem miłym dla publiczności wernisażowej. Wreszcie także, począwszy od roku 1959, przez uruchomione po raz pierwszy na Biennale Młodych w Paryżu i zainstalowane potem w muzeum sztokholmskim, mechanizmy samopiszące, nazwane Metamatic. Ich zadaniem było za pomocą systemu przekładni, wciągników i pisaków rysować na kartkach papieru, ołówkiem lub farbami zależnie od upodobania osoby, która je uruchomiła. Maszyna Metamatic proponowała widzom zabawę, taką mniej więcej, jak Strzelnice, do których zapraszała Niki de Saint-Phalle. Zabawa ta była protestem przeciwko komercjalizacji malarstwa, przeciw zalewającemu sztukę „morzu miernoty” (…).

Jean Tinguely ze swoją pracą, mat. internetowe.

W cytowanej wyżej wypowiedzi Duchampa słowo zniszczenie było między innymi aluzją do wielkiego pokazu zatytułowanego Hommage a New York, który Tinguely urządził w ogrodach nowojorskiego Museum of Modern Art. w marcu 1960  roku. Pokaz składał się z dwóch części: najpierw wielki mechanizm wykonywał mnóstwo czynności – rysował, nadymał gumowe pojemniki, wydawał hałasy i emitował zapachy, gruchotał fortepian i niszczył obrazy Rauschenberga, a później na zdalnie przekazany sygnał, dokonywał samozniszczenia aż do kompletnego rumowiska i złomu.”. Efekt potężnej, samounicestwiającej się maszyny powtarza jeszcze Tinguely kilka razy, między innymi w  roku 1961 w Museum Louisiana w Humlebaek koło Kopenhagi – było to studium końca świata. Ostateczną wersję tego tematu zaaranżował artysta w następnym roku na pustyni Nevada.

„Abstrakcyjne automaty [Tinguely’ego] czy już wspomniane matematyczne przedmioty wykonują różne czynności, przemieszczają, zmieniają swój wygląd, rozpadając się stopniowo aż do całkowitego zniszczenia. (…)”.

Ruch jest dla Tinguely’ego formą. Jedyną rzeczą stałą jest ruch, zawsze i wszędzie. Jak u Heraklita zmiana.

A dziś mamy wiele surowców biodegradowalnych, bo zwyczajnie mamy za dużo śmieci. Za dużo nietrwałych maszyn, przedmiotów wskutek przerostu konsumpcjonizmu. I nikt nad tym nie panuje.