Dialog to dwa monologi

Artur Żmijewski znany polski artysta i performer mówi:

To, co bierzemy za dialog, np. w rozmowie, jest w istocie dwoma monologami. Ludzie nie słuchają siebie nawzajem, a jedynie formułują społeczny obraz siebie, dając świadectwo uczestnictwa w interakcji i przy okazji tworzą dla siebie obraz samych siebie. Często dzieje się tak właśnie ze sztuką, artysta produkuje obraz, który w powszechnym przekonaniu – w tym samego artysty – może być właściwie zinterpretowany tylko w jeden sposób. Innymi słowy, dzieło posiada jedno kanoniczne odczytanie – oczywiście zgodne ze zdaniem samego artysty. Inne odczytania bywają rugowane lub kompromitowane. Jest to zatem monolog a nie zaproszenie do dialogu. Kanoniczne odczytanie jest więc realizacją władzy symbolicznej i reprodukowaniem przemocy poprzez sztukę.*
Artur Żmijewski, Na ślepo, 2010, mat. internetowe,
Fundacji Galerii Foksal

Tak jest naprawdę wszędzie nie tylko w sztuce. Na portalach społecznościowych, na blogach, w grupach społecznościowych, tzw. TWA czyli towarzystwach wzajemnej adoracji (tzw. bezkrytycznej – oczywiście mi chodzi o brak krytyki konstruktywnej prowadzącej do wymiany doświadczeń i tworzenia jakiegoś efektywnego rozwiązania problemu).

No i wszechobecna „filozofia” tzw. obrzucania błotem czyli hejtu, oczywiście pod anonimowym nickiem, ma się niezwykle dobrze i w zasadzie wyklucza jakikolwiek dialog. Monolog hejtera i monolog osoby zaatakowanej przez tegoż hejtera idą własnymi drogami, nigdzie się raczej nie przecinają.

Fotografia z internetu

Obecny dialog polega na toczeniu się dwóch monologów swoimi własnymi torami. Mało kto ma tę niezwykłą zdolność słuchania drugiej osoby. Tego takiego prawdziwego słuchania z pełnym skupieniem a nie potakiwania: o masz racje, tak, owszem itp. Ta umiejętność uważnego słuchania jest dziś na wagę złota.

Mało kto sobie zdaje sprawę, że mowa ciała zdradza od razu, kto uważnie słucha i jest naprawdę zainteresowany a kto tylko i wyłącznie w „środku” myśli: och przestań pieprzyć, kiedy ona skończy te nudy.

I właściwie wtedy nawet dialog się nie zaczyna. On się kończy zanim się w ogóle zaczął. Monolog przybiera barwy różowego cukierka, który po rozwinięciu z papierka przypomina w smaku gorzką pigułkę. Albo wręcz przeciwnie – jest to obrzydliwie słodka landrynka.

*Cytat pochodzi z książki: Artur Żmijewski  „Drżące ciała – rozmowy z artystami”, seria Krytyki Politycznej, t 2, Bytom – Kraków, 2006